W świecie, gdzie obecność w sieci stała się nieodzownym elementem strategii biznesowej każdej firmy, proces tworzenia strony internetowej nierzadko przybiera inne niż zamierzone kierunki. Czasem, w pogoni za najnowszymi trendami czy estetycznymi fantazjami, niektóre przedsiębiorstwa zaczynają stawiać własne ego ponad oczekiwania klientów. Zamiast tworzyć intuicyjne, funkcjonalne portale, które odpowiadają na potrzeby użytkowników, firmy czasem decydują się na rozwiązania mające jedynie podkreślić ich własną wizję, status czy ambicje.
Na co dzień doświadczamy interfejsów, które miały zachwycać swoją innowacyjnością i wyrafinowaniem, ale w rzeczywistości bywają trudne w obsłudze. Nierzadko takie strony mają skomplikowaną nawigację, uciążliwe animacje czy przeładowane elementy graficzne, które spowalniają czasy ładowania, a w efekcie zniechęcają do korzystania z nich. Przy tworzeniu takich witryn zacierają się granice pomiędzy tym, co estetyczne a tym, co praktyczne.
Firmy nierzadko pragną wykorzystać strony internetowe jako manifest swojego statusu, stawiając na przesadne formy wyrazu. Strony takie często mają na celu olśnienie użytkowników bogactwem multimediów czy skomplikowanymi technologiami, które co prawda mogą robić wrażenie podczas prezentacji na konferencjach czy wystąpieniach publicznych, ale dla przeciętnego użytkownika okazują się barierą nie do przebycia. Klienci poszukujący konkretnych informacji szybko się zniechęcają i opuszczają takie witryny, nie znajdując tego, czego potrzebują.
Problemy zaczynają się już na etapie planowania. Gdy głównym kryterium jest przekonanie o własnej wyjątkowości i chęć wyróżnienia się za wszelką cenę, mogą umknąć podstawowe zasady projektowania zorientowanego na użytkownika. Zamiast stawiać na prostotę i efektywność, wybiera się bardziej złożone rozwiązania, które wymagają od użytkowników dodatkowego wysiłku. Nawet najlepiej przemyślana estetyka nie zrekompensuje braku intuicyjności. W praktyce oznacza to, że odwiedzający stronę, zamiast skupić się na ofercie, muszą zmagać się z odkrywaniem, jak się po niej poruszać.
Chociaż nowoczesne technologie dają niemal nieograniczone możliwości, efektywna strona internetowa powinna służyć użytkownikowi, a nie technologicznej manifestacji. Biorąc pod uwagę, iż odbiorcy coraz częściej przeglądają strony na urządzeniach mobilnych, sklejenie egoistycznej wizji z responsywnością staje się dodatkowym wyzwaniem. Wymaga to bowiem kompromisów, których ambitne projekty często nie przewidują.
To, co działa na niekorzyść firm kierujących się chęcią olśnienia, to brak elastyczności ich stron internetowych. Przywiązanie do konkretnej wizji może utrudniać szybkie dostosowanie do zmieniających się potrzeb rynkowych lub technologicznych. Jak się okazuje, przez kilka lat od uruchomienia taki nadmiernie złożony projekt może stracić na aktualności, a zmiany nie przychodzą łatwo z uwagi na skomplikowaną infrastrukturę.
Nierzadko sami twórcy stron, w tym projektanci czy programiści, mogą czuć się przytłoczeni poprzez próby realizacji wizji, których założenia wykraczają poza zdrowy rozsądek związany z użytecznością. Rezultatem bywają nie tylko większe koszty produkcji i utrzymania, ale także potencjalne problemy współdziałania różnych technologii, co w rzeczywistości jest często związane z większą ilością błędów.
Z tego wszystkiego nasuwa się pewna refleksja: co zyskuje firma, której strona internetowa nie spełnia swego podstawowego zadania? Wydaje się, iż mimo teoretycznego podkreślenia prestiżu, realne korzyści stają się mniej namacalne. W końcu strona internetowa, która nie angażuje użytkowników, może przynieść więcej szkód niż pożytku.
Takie podejście do budowy witryny może prowadzić do potencjalnie bolesnej konfrontacji z rzeczywistością rynkową. Firmy, które postawiły na efekt „wow!” bardziej niż na user experience, muszą być przygotowane na zmiany strategii, które uwzględnią realne potrzeby użytkowników. Czasem krok wstecz i powrót do podstaw może okazać się najlepszym rozwiązaniem. Misją każdej firmowej strony powinno być przecież budowanie mostów między przedsiębiorstwem a jego klientami, nie zaś stworzenie dystansu wynikającego z rozbudowanego ego.